Od dawna marzyłam o odwiedzeniu Londynu, ale nigdy nie było na to czasu bo niestety w lecie praca pochłania mnie jeszcze bardziej niż teraz. Spróbowałam więc swoich sił w konkursie Rimmel i złamałam zalotkę (post konkursowy TU). Jak się okazało była to najszczęśliwiej połamana zalotka, gdyż mail z wynikami oznajmił zwycięstwo. Podwójną radością był dla mnie fakt, że zostały nagrodzone dwie prace. Tak oto miałam okazję poznać świetną Karolinę z bloga Pasje Karoliny. Trzymałyśmy się razem cały wyjazd jak papużki nierozłączki, a tematy się nam nie kończyły. Obie byłyśmy bardzo podekscytowane całą akcją, zwiedzaniem Londynu, zakupami na Oxford Street. Nie darowałabym sobie, gdybym nie spakowała aparatu i nie zrobiła chociaż kilkunastu zdjęć w Londynie.

a (20)

Londyn przywitał nas wyjątkowo jak na niego łaskawą pogodą. Padało może łącznie z 2 godziny w ciągu tych trzech bardzo intensywnych dla nas dni, dzięki czemu zwiedzanie było jeszcze przyjemniejsze. Naszym przewodnikiem i pomocą przy zakupach był Andrzej Sawicki – główny makijażysta marki, a prywatnie przesympatyczny i otwarty facet. Miałyśmy ramowy harmonogram zwiedzania, jednak jak się okazało harmonogram jedno, a my drugie bo dostosowaliśmy go sobie do swoich potrzeb, a dlaczego? Głównie dlatego, żeby zobaczyć jak najwięcej.

a (1)

Moja pierwsza myśl po wjechaniu taksówką do miasta: „Boże oni wszyscy na nas jadą, na czołowe”. Takie ma się wrażenie gdy nagle wszyscy poruszają się odwrotnie jak u nas. Początkowo było to nieco przerażające, ale szybko się przyzwyczaiłam. Nie mogłam napatrzeć się na obrazki, które wcześniej przewijały się na rożnych fotografiach i plakatach – czerwone budki telefoniczne, autobusy, czy nocny Big Ben. Jest w Londynie sporo miejsc, które robi ogromne wrażenie, szczególnie na osobie, która widzi je po raz pierwszy. No i oczywiście nie mogę pominąć metra – jest ogromne. Myślę, że gdybyśmy miały poruszać się z Karoliną same, to jest taka możliwość, że przez trzy dni błądziłybyśmy w metrze.

a (2)

To miasto, które tętni tysiącami barw, nie tylko w tym dosłownym znaczeniu. Mnie zachwyciły barwy głosów ulicznych grajków. Nie trafiłam na osobę, przy której nie chciałabym zatrzymać się choć na chwilę, a te mini występny, których świadkami byli przypadkowi przechodnie i uliczny bruk, dla mnie w sekundę urastały rangą do ogromnego koncertu. Kocham otaczać się ludźmi z pasją i te Londyńskie ulice sprawiły, że trochę poczułam się jak w domu.

Zaczynając zakupy odwiedziliśmy Harrods’a, gdzie mogłyśmy zobaczyć największe marki i przyjrzeć się twórczości projektantów, ale jak to my- bardziej odnalazłyśmy się w momencie zakupu herbat. Jestem straszną herbaciarą więc spędziłam tam trochę czasu wybierając smakołyki na chłodne zimowe wieczory i co ciekawe.. w moje ręce trafiła też czekolada o smaku słonego karmelu – mowię Wam, pychota!

a (3)

a (4)

Londyn też często zaskakiwał swoją różnorodnością i oryginalnością. Tutaj mamy fajnie urządzoną i wyróżniającą się restaurację, która z daleka przyciąga spojrzenia. Bardzo podobała mi się też mentalność ludzi. Wszyscy są uprzejmi, uśmiechnięci, pytają skąd jesteśmy. Ludzie uśmiechają się w metrze czy na ulicach, urocze.

a (5)

Nasze zakupy skupiliśmy wokół Oxford Street bo tam też były sklepu, które interesowały nas najbardziej. Jak się okazało, ani ja, ani Karolina nie jesteśmy do końca zakupowymi potworami bo kupiłyśmy niewiele, dosłownie po kilka rzeczy. Przyczyn u mnie była prosta? Jestem od jakiegoś czasu na diecie i trenuję, więc kupione ubrania szybko mogłyby okazać się za duże i teraz po tym czasie wiem, że tak by było. Nie znaczy to jednak, że wróciłyśmy z niczym, o to się nie martwcie. Kupiłyśmy kilka drobiazgów, które sprawiły sporo radości nam i naszym bliskim. Spędziliśmy na Oxford Street dobre 4 godziny i ruszyliśmy zwiedzać dalej.

a (8)

Udało mi się zrobić kilka zdjęć na spacerze nocnym i na tych zdjęciach zależało mi najbardziej. Cieszę się, że miałam taką okazję i marzę o tym, aby kolejny raz odwiedzić Londyn typowo fotograficznie i mieć na te zdjęcia dużo czasu, rozstawić statyw, uchwycić moment. To co widzicie są to szybkie kliki robione podczas naszych mega długich spacerów i wypraw, ale mimo wszystko sprawiły mi sporo radości bo to miejsca, które chciałam zobaczyć na własne oczy już od dawna.

a (9)

a (10)

a (15)

a (16)

a (17)

a (19)

Przed wyprawą na zakupy miałyśmy przyjemność uczestniczyć w warsztatach makijażowych, które poprowadził dla nas Andrzej. Pytałyśmy o triki makijażowe oraz o same produkty. Niektóre z nich znałysmy bardzo dobrze, inne trochę mniej, ale dzięki przesyłce niespodziance, która przyszła do nas przed wylotem udało nam się potestować więcej produktów marki.

a (21)

A oto i sprawczyni całego zamieszania – mascara Rimmel Super Curler! Oczywiście poszła w ruch przy naszych makijażach.

a (22)

a (23)

To były dla nas intensywne i bardzo męczące trzy dni, ale wróciłyśmy szczęśliwe i naładowane jeszcze większą energią do działania i wiarą we własne możliwości. Cieszę się, że miałam okazję poznać zarówno Andrzeja jak i Karolinę, z którymi spędziłam świetnie czas w tak fajnym miejscu. Jedno jest pewne – drogi Londynie, na pewno do Ciebie wrócę.

a (25)