Czerwona pomadka to coś, z czym kojarzą mnie osoby śledzące blog od samych jego początków. Od początku nie stroniłam od wyrazistych odcieni na ustach i czerwonych pomadek przerzuciłam dziesiątki, jak nie setki przez ostatnie kilka lat. To jest jeden z kosmetyków, który zawsze dodaje mi pewności siebie i nakłania do częstszego uśmiechania się. Dajcie mi znać, czy też lubicie czerwienie na ustach i jak się czujecie, gdy nacie je na sobie?

Dzisiejszy ranking to czerwone pomadki, po które sięgałam najczęściej przez ostatnie pół roku. Wykończenia są różne więc każda z Was powinna wśród moich perełek znaleźć coś dla siebie.  Kolejność przypadkowa bo wszystkie te produkty uwielbiam, a więc czas przyjrzeć się im nieco bliżej – zaczynamy.

Lancome Matte Shaker Kiss me cherie

Jak dobrze wiecie Matte Shakery to jedne z moich ulubionych pomadek ever. Mimo początkowych obaw względem aplikatora dogadaliśmy się doskonale, a sam aplikator okazał się bardzo wygodny. Pomadka ma bardzo rzadką, a wręcz płynną konsystencję więc dla lepszego krycia warto nałożyć dwie warstwy. Na zdjęciu jest jedna warstwa i stwierdzam, że dla głębszego koloru trzeba było dołożyć drugą. Pomadka jest bardzo komfortowa w noszeniu i trwała. Mam chyba 6 odcieni i ta czerwień jest jednym z dwóch ulubionych z tej serii. Warto zaprzyjaźnić się z Matte Shakerami – zdecydowanie!

Mary Kay at Play Matte Liquid Lip Color Neon Nectarine

Uwielbiam przede wszystkim za konsystencję musu, genialną pigmentację i komfort noszenia. Jedno pociągnięcie aplikatora wystarczy, aby pokryć usta idealnie. Komfort to jeden z największych plusów ten pomadki, jednak należy pamiętać, że nie zastyga ona na 100 procent. Przy chęci podrapania się w okolicach ust należy o tym pamiętać szczególnie. Sam odcień wyjątkowy i unikalny, choć aparat zjadł nieco jego neonowego charakteru. Koniecznie sprawdźcie ją na żywo.

Deborah Milano Fluid Velvet Mat Lipstick 03

Te pomadki to mega hit! Mam wszystkie kolory i bardzo je lubię za ultra matowe wykończenie. Jeżeli szukacie matu, który absolutnie nie odbija światła i do tego jest bardzo trwały to właśnie go znaleźliście. Te pomadki zastygają na ustach w mgnieniu oka, jednak przez mocno matowe wykończenie potrafią przesuszyć. Jeżeli masz aktualnie duże problemy z suchymi ustami może ona podkreślić skórki i powodować uczucie ściągnięcia. Wystarczy jednak nieco zadbać o usta, aby ta pomadka nosiła się bardzo dobrze i cieszyła oko eleganckim matem. Plusem jest też dostępność w drogeriach i przystępna cena.

Bell Magic Glitter Lips 03

Marka Bell przez ostatnie miesiące bardzo pozytywnie zaskakuje. Tworzą produkty opierając się o najnowsze trendy i daleko uciekli już od stereotypu marki dla starszych pań. Matowe pomadki są dla mnie bardzo fajne, trwałe, wygodne w aplikacji, a do tego kosztują bardzo niewiele. Dziś, niedawno wypuszczona nowość czyli zastygająca pomadka z brokatem, który pięknie błyszczy w sztucznym świetle. Pomadki matowe Bell to obowiązkowy punkt do wypróbowania dla każdej fanki matowych ust. Pomadki są w wersjach klasycznego matu, z brokatem, a także metaliczne, które uwielbia moja mama.

Sephora Cream lip stain 16

Te pomadki są już legendarne. Marka własna perfumerii Sephora zaskakuje ogromną gamą kolorystyczną- wśród odcieni można znaleźć całkiem niecodzienne propozycje. Mój kolor to numer 16- jest to piękna czerwień wpadająca w pomarańcz. Pomadki są bardzo trwałe i mają wyjątkowo wygodny, klasyczny lekko ścięty aplikator. Po zastygnięciu trzymają się wiele godzin, lekko odpuszczają jedynie przy bardziej tłustych potrawach. Można ją jednak bez problemu poprawić i nie tworzą się grudy na ustach.

Fenty Beauty Stunna Lip Paint Uncensored

Odkąd tylko marka Fenty Beauty weszła do Polski nieustannie zachwycam się tymi produktami i dokupuję kolejne. Co ciekawe, na temat Stunna Lip Paint opinie są bardzo podzielone. U części osób pomadka trzyma się rewelacyjnie, inni narzekają, że wędruje po całej twarzy. Skoro jest w tym zestawieniu to domyślacie się zapewne, że jestem zdecydowanie w pierwszej grupie. Odcień głębokiej czerwieni jest obłędny i jak komunikuje marka- ma pasować każdemu. Mogę powiedzieć, że ja kocham. Konsystencja jest bardzo napigmentowana i dość płynna więc warto zwrócić uwagę, żeby nie nałożyć produktu zbyt dużo i aplikować go cieniutką warstwą. No i te opakowanie – cudowne. Marzę jeszcze o odcieniu Uncuffed – Święty Mikołaju!

Smashbox Always On Mettalic Mat Maneater

Czy daliście się w tym sezonie porwać matom o metalicznym wykończeniu. Ja częściowo tak! Nie przepadam za tym wykończeniem w brązach, ale czerwień to czysty ogień. Trwałość, krycie, aplikacja- wszystko mega. Wygląd pomadki na ustach- no cóż, nie zliczę ile razy byłam o nią pytana, także chyba nie tylko mi wpadła w oko. Nie mam chyba nic więcej do dodania, trzeba wypróbować koniecznie na sobie.

NARS Powermatte Lip Pigment Starwoman

Po pierwszym użyciu nie mogłam uwierzyć w tę pigmentację, czegoś takiego jeszcze nie widziałam. Bardzo niewielka ilość wystarczy na pokrycie całych ust głęboką, seksowną czerwienią. Pigment bardzo szybko zastyga, jednak może nie nadawać się dla nieco starszych Pań, które mają pierwsze załamania wokół ust. Niestety produkt lubi w nie wchodzić przez co nieładnie może się rozlać. Ewentualnym rozwiązaniem może być konturówka, jednak nie próbowałam bo generalnie nie używam i nie przepadam. Ten pigment z NARS’a uwielbiam do tego stopnia, że rozważam zakup innego odcienia w pełnym wymiarze.

MAC Retro Matte Relentlessly Red

To jest tak niespotykany odcień, że nawet món alarat zwariował i na ustach pokazał go zdecydowanie bardziej w róż jak czerwień. Faktycznie jest tam domieszka różu jednak to piękny neon (lewe zdjęcie nieco bardziej oddaje odcień). Wystarczą wytuszowane rzęsy i usta podkreślone tą pomadką, aby cały makijaż nabrał niebywałego charakteru. Pomadka jest dość sucha, jak to MAC’owe maty więc wymaga zdecydowanie dobrze wypielęgnowanych ust. Chwilkę trzeba popracować, aby ładnie ją zaaplikować, ale odwdzięcza się trwałością i niespotykanym odcieniem.

Maybelline Super Stay Matte Ink 20 Pioneer

Jeżeli szukasz czegoś totalnie nie do zdarcia to super stay matte ink będzie dobrym wyborem. Ma nieco dziwną konsystencję, określiłbym ją bardzo gęstą, prawie gumową. Rozprowadza się jednak dobrze i kryje za pierwszym pociągnięciem. Zastyga, ale nie na zupełny mat i nie przesusza ust. Co do trwałości, ciężko mi ją zmyć nawet po całym dniu noszenia, co akurat jest nieco irytujące przy noszeniu codziennym, jednak na wielkie wyjścia jest to ideał. Plusem jest także przystępna cena i spora gama kolorystyczna.

A teraz pora na Was – dajcie znać jakie są Wasze czerwienie i jakie macie ochotę wypróbować po moim poście? Cały czas sprawdzam nowości więc za jakiś czas ranking może być nieco poszerzony lub powstanie nowy, choć wiem, że część pozycji z tego posta nie zostanie zdeklasowana nigdy. Czerwienie to jest to!