makijaż – czym jest dla mnie?

Każda z nas w pewnym momencie swojego życia zaczynała przygodę z makijażem. Niektóre z nas są nim zafascynowane i nie wychodzą bez niego z domu, a inne używają dosłownie kilku produktów, które stanowią dla nich cały rytuał dobrego rozpoczęcia dnia. Jak jest ze mną? Moje myślenie o makijażu ewoluowało przez wiele lat.

Makijaż nastolatki z moim wykonaniu?

Po pierwsze kosmetyki sięgnęłam, gdy miałam około 15 lat. Wiecie, początki jakiś pierwszych wyprysków, przetłuszczająca się cera i chęć spróbowania. Używałam samego pudru, żeby się zmatowić i przykryć co nieco na całej twarzy. Czasem sięgałam po czarną kredkę i tusz do rzęs – o zgrozo. No, ale kto nie malował się kiedyś tak, że dziś się za to wstydzi, niech pierwszy rzuci kamieniem. Malowałam się tak bardzo długo – w liceum wypróbowałam podkładów i wtedy pierwszy raz sięgnęłam po cienie do brwi. Może jakiś róż, o bronzerach nie miałam pojęcia, a właściwie nie miałam pojęcia nawet o istnieniu czegoś takiego.

Studia i czas fascynacji

Zaczęłam tematem interesować się dopiero na drugim roku studiów. Zaczęłam kombinować z cieniami, rozcierać, brać udział w konkursach makijażowych i często zgarniać nagrody. W tym momencie do akcji wkroczyła moja przyjaciółka namawiając mnie na założenie bloga i oto jestem. Początkowo blog służył do wrzucania moich pierwszych, pokracznych makijaży, a z czasem przerodził się w miejsce, które teraz odwiedzacie i czytacie (za co dziękuję!). W moje ręce wpadały nowe kosmetyki, które wygrywałam lub dokupowałam. Trenowałam na sobie i na koleżankach w każdej wolnej chwili i cykałam im zdjęcia. Do dziś bardzo lubię takie makijażowe sesje – jak dla mnie to największa radocha i za każdym razem dawka solidnej nauki.

Wiadomo, przy tak intensywnych treningach malowałam się często, dość mocno i różnie. Czasem testowałam połączenia różnych kolorów, a czasem wychodziłam z domu w ogromnym smoky. Były też to czasy, gdy stawiało się na dobre krycie podkładów i dosłownie zakrywało się swoją skórę. Rzęsy zawsze były mocno wytuszowane, pomadki intensywne i kolorowe. To był czas niezłej zabawy, sporych eksperymentów i nauki. Bez makijażu nie wychodziłam z domu.

Jak jest teraz?

Gdybym miała powiedzieć, co daje mi makijaż to nie powiem Wam, że jest to pewność siebie bo ją powinna mieć każda z nas niezależnie od tego czy ma na sobie makeup czy nie. Dziś wychodzę bez makijażu i co więcej lubię to. Lubię jak skóra oddycha i staram się robić sobie przynajmniej dwa takie dni w tygodniu, gdy nie nakładam na siebie zupełnie nic. Kocham makijaż za to, że każdego dnia mogę wyglądać inaczej i zaskakiwać samą siebie. W zależności od nastroju wybieram pełen make up lub wersję mini, czyli wyrównanie cery, konturowanie, brwi, rzęsy i usta. W takim makijażu czuję się ostatnio bardzo dobrze i rzadko spędzam dodatkowy czas na perfekcyjnym cieniowaniu powieki.

Najważniejsze to chyba czuć się fajnie z samą sobą i zajmuje trochę czasu, aby wbić sobie do głowy, że nie chodzi tu o ubrania i makijaż, a o to jak postrzegamy siebie. Wiadomo, że gdy jesteśmy odpicowane, czujemy się jak milion dolarów. Cała magia w tym, żeby nie czuć się źle bez makijażu, w pidżamie i rozczochranymi włosami. Dla naszych mężczyzn to właśnie takie jesteśmy najpiękniejsze.

A jak to jest u Was, jakie macie podejście do makijażu?

Udostępnij:
Marta
Written by Marta
Cześć jestem Marta. Cieszę się, że właśnie jesteś na moim blogu ♥Uwielbiam makijaż, modę i gitarowe brzmienia. Jestem entuzjastką matowych pomadek, pielęgnacji włosów i po prostu pięknych rzeczy. Można poznać mnie po niezłym fiole na punkcie perfum i torebek. Nagrywam na Youtube, maluję, fotografuję i gram na perkusji. Jestem świeżo upieczoną, szczęśliwą żoną i dzielę się doświadczeniami z organizacji naszego ślubu #bridetobe. Lubię to co robię, a najbardziej uwielbiam kontakt z Wami, dlatego nie krępujcie się rozmawiać ze mną w komentarzach czy na moich kanałach social media.