Matte Shaker od Lâncome – zabawa kolorem o niezłej mocy

Pamiętacie pomadki Juicy Shaker od Lâncome? Te olejkowe pół transparentne formuły zdecydowanie nie były dla mnie więc dziewczyny marzące o intensywnym kolorze nie tylko w opakowaniu będą pierwszą wersją shakerów zawiedzione. Nie jest tajemnicą, że szukamy koloru i intensywności barw, których tak bardzo brakowało nam zimą. Wiosna to czas, gdy nie boimy się sięgać po tę intensywność i promieniejemy. To właśnie zapewniają nam nowe Matte Shakery – paleta barw jest przepiękna. Nie martwcie się jednak, coś dla Pań lubiących stonowane odcienie też się znajdzie.

Pomadki zamknięte są w zgrabnych opakowaniach, z przeźroczystym dołem, dzięki któremu dobrze widać odcień produktu. Ciekawe są aplikatory, które są w kształcie stożka i wyglądają jak obłożone lekko włochatym materiałem. Są bardzo przyjemne w użytkowaniu, a co dodatkowo mnie zaskoczyło to to, że można nimi precyzyjnie wymalować kontur ust. Dla mnie to ogromny plus bo nie przepadam za korzystaniem z konturówek czy wyrysowywania sobie ust precyzyjnym pędzelkiem.

Trwałość pomadek jest rewelacyjna. Mają dość ciekawą, płynną konsystencję. Dla mnie osobiście sprawia ona wrażenie lakieru, który po chwili zastyga mocno na ustach i świetnie się ich trzyma. Pomadki trzymają się na tyle mocno, że ciemniejsze odcienie potrafią zabarwić usta i nie jest je łatwo wieczorem domyć (do akcji wchodzi płyn dwufazowy). Nie wysuszają ust i nie podkreślają suchych skórek. Po całodziennym noszeniu, czuć jednak większe niż zazwyczaj napięcie skóry na ustach. Dobre nawilżenie wieczorem załatwia sprawę i daje zielone światło do używania pomadki kolejnego dnia. Jak widać krycie jest doskonałe i to od pierwszego pociągnięcia shakerowego „pędzelka”. Oczywiście należy pamiętać, że przed użyciem warto wstrząsnąć buteleczką.

W nazwie „matte” nie określiłabym jednak na typowy mat. Dla mnie jest to bardzie pomadka zastygająca, ale może trochę bardziej w satynę? Tak czy siak nieco światła odbija, więc jak szukacie mocnego i suchego, matowego wykończenia to nie będzie to Matte Shaker.

270 Beige Vintage

Zaczynam od propozycji najbardziej stonowanej i pasującej każdemu. To subtelny, ale widoczny beż, który nieco wpada w róż. Doskonale sprawdzi się w każdym makijażu dziennym i będzie stanowił jego idealne uzupełnienie. Bardzo uroczy i romantyczny. Będzie często towarzyszył mi latem w zestawieniu ze zwiewnymi sukienkami i rozpuszczonymi włosami.

186 Magic Orange

Faktycznie kolor jest magiczny no nie jest on ani do końca neonowy, ani delikatnie pastelowy. Jest to coś zdecydowanie pomiędzy co nakazuje, aby zatrzymać wzrok na pomalowanych nim ustach. Kolor tak nieoczywisty, że sięga się po niego kolejny dzień z rzędu, żeby upewnić się o jego magii. Pomarańcze to obok czerwieni jedne z najchętniej wybieranych przeze mnie odcieni pomadek – dodają energii, a uśmiech wydaje się jeszcze bardziej promienny.

189 Red’y in 5

Nazwa mówi sama za siebie. Nie musimy mieć na sobie zbyt wiele bo jak nałożymy właśnie tę czerwień, to nikt nie zwróci uwagi na nic innego w naszym makijażu. Usta robią całą stylizację i nie jest to w tym wypadku absolutnie nic dziwnego. Trafiła na listę moich ulubionych czerwieni, a to spory wyczyn.

378 Pink Power

Chciałoby się krzyknąć GIRL POWER! Coś przepięknego – bardzo uniwersalny odcień różu – jeżeli nie możesz dopasować sobie soczystego różu to koniecznie sprawdź ten. Bardzo intensywny kolor, który nawet, gdy delikatnie się zje (przy bardziej tłustym posiłku) na ustach wygląda ładnie. Kolor nie zjada się do zera zostawiając gołe usta, odcięcie i kolor tylko przechodzi w delikatne ombre.

Miałam okazję być na przedpremierowym pokazie tych pomadek i jako jedna z pierwszych zobaczyć je na żywo i wypróbować na sobie. Przejrzyjcie koniecznie galerię i zerknijcie kogo tam spotkałam!

Jak podobają się Wam te pomadki? Macie swój numer one spośród moich czterech kolorów?

Komentarze

komentarzy