Zimowe S.O.S dla ust – Nuxe Rêve de Miel

Przyznam się Wam do czegoś – przez ostatni tydzień żyłam nadzieją, że ta zima w końcu odpuści. Przed oczami miałam już cieńsze ubrania i wiosenne płaszczyki, ale jak dziś rano zerknęłam za okno to moje marzenia niestety poszły w niepamięć wraz z padającym śniegiem. To dla mnie ciężki okres – szybko przetłuszczające się i elektryzujące włosy od czapki, cera, która potrzebuje jeszcze więcej nawilżenia i troski niż zazwyczaj oraz spierzchnięte i pękające usta. Ze wszystkimi tymi dolegliwościami staram sobie jakoś radzić i taką oto metodą znalazlam przyjaciela, który zaopiekował się moimi ustami. 

Niedawno miałam okazję wypróbować dość znany kosmetyk do pielęgnacji ust – chodzi o Nuxe Rêve de Miel i przyznam szczerze, że byłam ciekawa jak poradzi sobie z moimi przesuszonymi i wymagającymi ustami.

Pierwsze co przyciąga uwagę to oczywiście uroczy, niewielki słoiczek (chociaż jak na tego typu produkt do ust pojemność jest spora – 15ml). Opakowanie wygląda elegancko przez matowione szkło słoiczka, ale nowoczesności dodaje turkus nakrętki i napisu. Pudełeczko też fajnie komponuje się z całością. Po odkręceniu nie można nie zauważyć, a właściwie wywąchać delikatnie cytrusowego zapachu, za który odpowiedzialna jest esencja  grejpfruta. Konsystencja balsamu przypomina mi nieco skrystalizowany miód i podobnie jak on, balsam działa na usta kojąco. To połączenie az 78% składników pochodzenia naturalnego: miód, cenne olejki roślinne ze słonecznika, słodkich migdałów i róży piżmowej, nagietek, masło shea oraz wspomniana wcześniej esencja z grejpfruta

Po nałożeniu balsamu na usta sprawia on wrażenie jakby je otulał i stopniowo nawilżał sprawiając, że stają się miękkie i deliakatne. Świetnie sprawdził mi się nałożony grubą warstwą na noc na usta. Ostatnio często noszę matowe pomadki, więc staram się dbać o odpowiednią pielęgnację ust i ten balsam używany przez 2-3 dni doprowadził moje usta do idealnego stanu. Każda pomadka wyglądała na nich dobrze i nie wysuszała szybko ust uwydatniając suche skórki. Konsystencja jest zdecydowanie bardziej zwarta niż lejąca co dla mnie jest na plus. Balsam czuć na ustach, jednak nie przeszkadza i nie klei się.

 

Lubię takie kosmetyki, a wiecie dlaczgeo? Bo wiem, że będzie to jedno z tych małych odkryć, do których będę wracała często i z dużą przyjemnością. Nie jest to jednak jedyny mój kosmetyk tego typu, który towarzyszy mi tej zimy – za jakiś czas zrobię posumowanie wszystkich balsamów, maseczek i peelingów do ust. Co Wy na to? Znacie ten produkt?

Komentarze

komentarzy

  • Nie znałam tego balsamu. Świetna recenzja

  • Z chęcią bym się skusiła 🙂 Ładne jest to nowe opakowanie 😉