Ślub-nasze podsumowanie #Bridetobe

Ślub odbył się już ponad pół roku temu, kurz opadł, a my szczęśliwie odpoczywamy po tym wirze przygotowań, który mieliśmy przed uroczystością. Koniec roku to też doskonały moment na podsumowania i domknięcie niektórych tematów. Wszystkie przyszłe Panny Młode zapraszam do poczytania tego wpisu, być może znajdziecie tipy, które ułatwią Wam organizację swojego dnia. Jak pamiętacie obiecałam Wam podsumowanie poślubne, w którym opowiem o wszystkich naszych podwykonawcach i o tym, czy wszystko poszło tak jak tego chcieliśmy-no to zaczynamy!

Ślub cywilny w plenerze

Nasz ślub odbył się 15 czerwca, w urodziny mojego męża. Był to ślub cywilny w plenerze, zorganizowany zaraz przy naszej sali – Wierzbowe Ranczo. Słów kilka odnośnie organizacji ślubu cywilnego? Chyba nie ma co się rozpisywać -prosta sprawa. Wystarczyła nam jedna wizyta w Urzędzie Stanu Cywilnego, aby dopełnić wszelkich formalności. Ważnym jest, że wybieramy się do urzędu podlegającego pod salę (w naszym wypadku gmina Jaktorów) lub urzędu, w którym będzie odbywała się sama ceremonia. Opłaty za dokumenty to około 80zł, w przypadku ślubu plenerowego to dodatkowe 1000zł. Nie było najmniejszego problemu, aby Pani urzędnik dojechała na taki ślub, szczególnie, że sala jest dostosowana to tego typu uroczystości.

Sala, słodki stół i.. wedding plannerka?

Jak większość z Was zapewne wie, przez wiele lat byłam częścią branży ślubnej. Fotografowałam śluby przez 14 lat więc jak się domyślacie przez tak długi czas poznałam mnóstwo ludzi. Podwykonawcy byli naszymi znajomymi, jednak nie zdecydowaliśmy się na żadną salę z naszych rodzinnych stron. Dlaczego? Wszystkie wydały mi się już oklepane, byłam tam dziesiątki razy, a po cichu marzyłam o zupełnie innym klimacie niż dworki i pseudopałacyki. Któregoś dnia przypadkowo trafiłam na miejsce idealne, czyli Wierzbowe Ranczo. Najważniejszy warunek, czyli możliwość zorganizowania ślubu w plenerze był tam spełniony i to pod piękną, wierzbową altaną. Współpraca z Panią manager to była czysta przyjemność – bardzo rzeczowa i sympatyczna kobieta. Jedzenie było pyszne, a kucharze bardzo elastyczni. Obsługa wyrabiała się ze wszystkim. Nie możemy powiedzieć ani jednego złego słowa.

Princessa wedding

Zdecydowaliśmy się też na pomoc wedding plannerki – Asia z Princessa wedding ogarniała moje kwiaty i pilnowała porządku w ciągu imprezy, tak, że my nie musieliśmy martwić się praktycznie sprawami organizacyjnymi. Jest to bardzo wygodna opcja. Organizujemy nasze wydarzenie miesiącami po to, aby móc się cieszyć, a nie pilnować porządku i organizacji. Asia bardzo nam pomogła, była ogromnym wsparciem i turboogarniaczem. Jak się okazało, zdarzyło się kilka dezorganizacyjnych sytuacji, o których dowiedzieliśmy się.. już po samej imprezie. Byliśmy spokojni, skupiliśmy się na zabawie z naszymi gośćmi i cieszeniu się tym czasem. Oczywiście zakres usług Asi jest szerszy, doradza ona podczas wyboru detali, sukni czy innych, ważnych elementów ceremonii. Wszystko zależy od Waszych potrzeb.

Dwie Marty z Rozpusty

Jako, że jestem strasznym łasuchem to zdecydowaliśmy się, że stworzenie słodkiego stołu zlecimy specjalistkom – dwóm Martom z Rozpusty (tak, to musiało się udać!). Dziewczyny spisały się rewelacyjnie. W momencie ustalenia menu były bardzo pomocne i potrafiły doskonale doradzić, aby słodki stół był pyszny i różnorodny, a do tego taki piękny. Doskonale sprawdziły się desery w małych słoiczkach, były bardzo podręczne i wygodne do jedzenia. Cake popsy cieszyły się powodzeniem wśród najmłodszych (można powiedzieć wszystkich, bo dzieci była tylko dwójka).

Catering lodowy i makaroniki

Dodatkową i jak się później okazało rewelacyjną atrakcją na ślub był catering lodowy. Działał on w ten sposób, że na sali gdzie były inne alkohole i słodkości stała lodówka z lodami naturalnymi Melody i była osoba nakładająca te pyszności do wafelków lub kubeczków. Ta sama firma produkuje też makaroniki paryskie, które są jednymi z najlepszych, które jadłam w życiu. No nie mogło ich zabraknąć bo słony karmel z jabłkiem to poezja!

Make-up, włosy, dodatki – czyli sekcja Beauty!

Sebastian Gradzik – makijażysta

Zacznę może od makijażu bo o niego dostawałam najwięcej pytań. Kwestia pierwsza: dlaczego nie malowałam się sama. Dzień ślubu to jest zamieszanie na kołach, możecie mi uwierzyć. Podejrzewam, że gdybym malowała się sama to zostawiłabym to na ostatnią chwilę, a pod presją czasu zrobiłabym coś nie tak i nie czułabym się z tym dobrze. Nawet jeżeli wiecie, że makijaż zrobiłybyście idealnie, to pozwólcie tego jednego dnia zadbać o siebie komuś innemu. Mówię Wam, jest to duża przyjemność, a rezultaty mogą być piękniejsze niż jesteście w stanie to sobie wyobrazić. Mój makijaż wykonywał znany Wam Sebastian Gradzik, który jest przecudownym człowiekiem. Wykonał on makijaże też naszym mamom i świadkowej. Wszystkie dziewczyny wyglądały jak milion dolarów. Oczywiście zrobiliśmy próbny (nawet dwa:)), ale powiem szczerze, że nawet gdyby ich nie było, ze spokojem usiadłabym do makijażu w dniu ślubu. Ten człowiek to profesjonalista w każdym calu i co najważniejsze kochany i przesympatyczny facet.

Kasper Muth – stylista fryzur

Kolejna osoba, która dbała o nas tego dnia to Kasper Muth – stylista, który od jakiś trzech lat opiekuje się moimi włosami. Tu pierwsza i najważniejsza informacja dziewczyny, włosami zajmujemy się nie tylko na uczesaniu próbnym i w dniu ślubu. Warto zacząć dbać o swoje włosy odpowiednio wcześnie i odwiedzać fryzjera regularnie – dlaczego? Chociażby po to, aby doprowadzić włosy do upragnionego koloru i zadbać o ich stan zabiegami. Piękne, zdrowe włosy o upragniony kolorze, w połączeniu z wymarzoną fryzurą to wymarzony efekt. Najlepiej czuję się w rozpuszczonych włosach i nie wyobrażałam sobie na swojej głowie upięć. Zależało mi, aby czuć się naturalnie. Po fryzurach próbnych padło na rozpuszczone grube loki i ładnie podpiętą grzywkę. W połączeniu z wiankiem zrobiło to piękną i subtelną całość. Wiem, że jest duża część osób lubiących upięcia i Kasper takich się też nie boi – widziałam jego prace i mogę z czystym sumieniem go polecić.

Na pewno padnie pytanie o trwałość fryzury skoro była rozpuszczona. W dniu naszego ślubu nie było wielkiego upału, z tego co pamiętam było około 25 stopni, na sali też przyjemnie. Nie schodziłam z parkietu i fryzura wyglądała dobrze do późnych godzin. Oczywiście, że loki nieco się rozprostowały od tańca i szaleństw, ale jest to naturalne i mi nie przeszkadzało. Tak jak mówię – naturalność tego dnia była dla mnie ważna i myślę, że tak też to wszystko wyglądało. Czułam się pięknie i była szczęśliwa, że profesjonaliści i jednocześnie przyjaciele byli blisko i uczestniczyli w tak ważnej dla nas chwili.

Sunia, ach suknia!

O wyborze sukni ślubnej powstały dwa posty: ten i ten więc nie będę się już na ten temat rozpisywała. Powiem tylko, że mimo moich obaw udało się wybrać suknię idealną, w której czułam się naprawdę wyjątkowo. Tak, jakby powstała tylko dla mnie. Salon La.Lila w Olsztynie to genialne miejsce prowadzone przez artystkę przez duże „a”, czyli Marzenę Tarasiewicz. To kobieta z doskonałym gusta, która wie jak w każdej kobiecie podkreślić to co najpiękniejsze. Wizyty w salonie to było dla mnie zawsze świeto i możliwość odezwania się od codzienności, aby przez te kilka godzin poczuć się jak księżniczka.

Detale

Jak dobrze mnie znacie, to wiecie, że uwielbiam detale. Lubię jak wszystko jest dopracowane, ładne i estetyczne. Sama fotografując śluby bardzo zwracałam uwagę na detale i wiedziałam, że pięknie prezentują się na zdjęciach. Chcąc znaleźć pudełko na obrączki trafiłam na Papier-nożyce. Stamtąd były nasze wieszaki, pudełko na obrączki i koperty, a także inicjały drewniane na stół. Co mi się spodobało – jest spora dowolność jeżeli chodzi o wygląd końcowy produktów, pomoc po stronie marki nieoceniona i finalnie wszystko wyszło super!

Pięknym dodatkiem był też różany flower box Rosebelle. Niedawno opowiadałam Wam o nic w prezentowniku. Róże są żywe i stoją conajmniej 2 lata – to tak zwane róże wieczne. Opcji do wyboru bóxów jest również ogrom. Można wybrać rozmiar, kolor boxa, kolor kwiatów czy ich ilość. Dzięki temu możecie skomponować box pod kolor motywu przewodniego wesela. To pamiątka, która została ze mną do tej pory i postoi jeszcze długo – coś pięknego!

Chwila, moment i jestem żoną!

Najczęstsze pytanie, które padało przed ślubem to: jak tam, stresujecie się? Powiem Wam szczerze, że wcale nie odczuwałam stresu do momentu, aż nie ustaliśmy na sali przygotowani by wyjść na zewnątrz. Szkoda, że nie widzieliście mojej miny. Daniel miał odwrotnie – stresował się już od kilku miesięcy, a w tym momencie wszystko przeszło. Z dwojga złego wolę moją sytuację!

Ślub cywilny to jakieś 10 minut. Dla nas najpiękniejsze 10 minut. Pani urzędnik była rewelacyjna i miała świetne poczucie humoru. Swoimi żartami bardzo rozluźniała atmosferę, a my później słuchaliśmy cały wieczór od gości, że co jak co, ale urzędniczka to nam się trafiła super. Widziałam wiele uroczystości i cieszę się, że tak to wyglądało. Usłyszeliśmy w przemowie wiele pięknych słów i widać, że dla Pani urzędnik nie był to po prostu kolejny ślub. Czuć było powagę uroczystości, ale dużym uśmiechem i luzem.

No i po wszystkim.. zabawę czas zacząć!

Nasi podwykonawcy: zespół, video , foto

Została nam na sam koniec ekipa grająco-uwieczniająca czyli zespół, foto i video. To jedne z ważniejszych ról bo dzięki zespołowi goście świetnie się bawią, a dzięki fotografowi i ekipie video możemy dziś wracać do wspomnień ze ślubu i Wy możecie zobaczyć właśnie te zdjęcia.

Laskowski Band

Co do ekipy grającej pomysły były różne. Na początku chcieliśmy postawić na DJ’a bo ciężko było znaleźć nam zespół, który w 100% odpowiadałby naszym wymaganiom. Z czasem jednak pomysł ewoluował bo muzyka na żywo to jest to. Najpierw wybór padł na moich znajomych, którzy niestety nie mogli podjąć się zagrania w naszym terminie i wtedy przypomniałam sobie o rewelacyjnym bandzie, z którym miałam okazję pracować na weselu znajomych. Zespół nazywa się Laskowski Band. Założyciel jest trębaczem i wszyscy muzycy zajmują się tym zawodowo. Możecie kojarzyć również przezdolną wokalistkę Sylwię Przetak– sporo udziela się miedzy innymi w Studio Accantus i ma kawał głosu ta kruszynka!

Impreza bez disco-polo!

Sama wiele lat muzykowałam i na muzykę jestem bardzo czuła. Disco-polo u nas nie było, a goście bawili się rewelacyjnie. Można? Pewnie, że można! Zespół jest muzycznie doskonały, mają świetny repertuar i same wykonania piosenek – no brak słów. Jedyne na co możemy zwrócić uwagę to kwestie organizacyjne – warto zawsze wszystko dokładnie ustalić i przypomnieć wszystko bezpośrednio przed uroczystością. U nas było kilka wpadek, na szczęście drobnych. Na przykład miało nie być żadnej biesiady, a na sali zostaliśmy powitani przyśpiewkami i biesiadnymi zabawami. Rozumiemy, że podwykonawcy mają dużo na głowie, ale wcześniej przygotowany przez nas scenariusz wraz z komentarzem i ustaleniami nieco powinien pomóc, aby dopilnować każdego detalu. Więc zespół brać w ciemno bo rozrusza największych sztywniaków, ale dokładnie wszystko ustalcie i przypomnijcie się przed samą imprezą.

Dariusz Pogorzelski – fotograf

Co do fotografii mieliśmy kilka wymagań: naturalne kolory, ponadczasowe ujęcia i jakość. Padło na naszego znajomego z Ostrołęki, czyli Darka Pogorzelskiego (koniecznie wejdźcie sobie na jego stronę). Nie ma się za bardzo nad czym rozpisywać, byliśmy spokojni o zdjęcia. Na plener pojechaliśmy na szybko i na luzie do Ostrołęki, żeby chwilę później przebrać się i ruszyć na Opener’a. Bez spiny, z uśmiechem. Komunikacja między nami była super i oczywiście efekt końcowy też ekstra.

Sawicki Filmproduction

Nad filmem początkowo się zastanawialiśmy, chcieliśmy z niego zrezygnować, ale częściowo przekonała mnie do niego moja mama, która stwierdziła, że żałuje iż dziś nie ma swojego filmu z wesela. Zdecydowaliśmy się na moją znajomą ekipę z okolic Płońska czyli zespół Czarka Sawickiego – Sawicki Filmproduction. Film odebraliśmy nie tak, dawno bo nieco się na niego czeka, ale było warto czekać i cieszę się, że jednak jest. Oglądaliśmy ślub wspólnie z babcią w Świeta i szczerze się uśmialiśmy. Fajnie móc tak namacalnie wrócić do tych momentów.

Minęło ponad pół roku? Czy coś byśmy zmienili? Zdecydowanie nie. Nawet niedawno o tym rozmawialiśmy. To była nasza wymarzona impreza i mogę z czystym sumieniem mówić, że będziemy ją wspominać do końca życia. Wszystko organizowaliśmy sami od początku do końca i jesteśmy z siebie dumni, że tak się wszystko udało. To jest niesamowite, kiedy goście doceniają Wasze starania i świetnie bawią się na imprezie przez Was zorganizowanej. No i jak to się mówi.. teraz już mamy z górki!

Jeżeli macie jakiekolwiek pytania to piszcie śmiało, najlepiej w komentarzach, abym mogła odpowiedzieć Wam i aby inni też mogli poczytać. Dzięki, że dotrwaliście do końca tego postu!

Udostępnij: