They’re Real czyli benefitowe nowości pod lupą

  1. Jakiś czas temu miałam okazję brać udział w spotkaniu z marką Benefit, na którym zostały przedstawione nam nowości z linii They’re Real. Tak, dokładnie tak jak ich kultowa już mascara, która muszę niestety przyznać, że u mnie nie sprawdziła się najlepiej. Do tematu podeszłam z dużą dozą zaciekawienia i odrobiną dystansu jak to przy nowościach u mnie. 

Jak się okazało są to nowości, które mają mocno ułatwić nam codzienny makijaż czyli They’re real pomadki do ust 2w1 oraz cienie do powiek They’re real podwójny cień do powiek. Magia tych produktów polega na tym, że mają przyspieszyć nam proces robienia makijażu bo dzięki pomadce mamy z głowy i konturówkę i sam kolor, a przy nakładaniu cieni gąbeczką robimy cały makijaż oka za jednym jej pociągnięciem. Oczywiście w głowie wizażystki pojawia się wtedy „ale jak to przecież będzie zbyt mocne odcięcie” i tego właśnie obawiałam się najbardziej. Czy moje obawy się potwierdziły? Tak i nie.

Moje obawy nasiliły się, gdy bliżej przyjrzałam się pomadkom i zauważyłam, że odcień pomadki jest dużo jaśniejszy od jej części, która miała zastąpić konturówkę. Po nałożeniu na usta kontur dość mocno się niestety odznaczał, szczególnie w odcieniu criminally coral. Wygląda to średnio, ale.. wystarczy kilka razy zacisnąć i rozluźnić usta, aby pomdaka mocniej się roztarła zacierając granicę i nagle towrzy się nam piękne ombre. Taki efekt jak najbardziej mi się podoba, a w połączeniu ze świetną, kremową konsystencją sprawia, że produkt staje się wyjątkowo fajny. I tak podchodząc dość sceptycznie polubiłam się z tym produktem bardzo. Wystarczyło tylko mieć na niego sposób. Zobaczcie jaka jest różnica po nałożeniu (lewa strona) i po lekkim roztarciu (prawa strona).

Nie muszę Wam wspominać chyba, że jako fanka wyblendowanego oka podobne podejście miałam do cieni, ale zachęcona zwycięstwem pomadek zaryzykowałam. Co się okazało? Cienie są mega bezpieczną i fajną opcją dla osób, które nie koniecznie potrafią się malować, ale marzą o ładnym i subtelnie podkreślonym oku.

Kasetka cieni zawiera gąbeczkę na którą nakładany podwójny cień i za jednym machnięciem gąbeczką mamy dwa odcienie na powiece. Gąbka jest takiej wielkości, że u mnie praktycznie pokrywa powiekę ruchomą i nie wychodzi wyżej co jest bardzo bezpieczne, ale jednocześnie podkreśla oko. Mimo, że w opakowaniu odcienie różnią się od siebie dość mocno to na oku efekt jest bardzo ładny i subtelny. Można powiedzieć, że te cienie same malują oko. Poniżej możecie zobaczyć paletkę Nughty Neutral w akcji. Prawda, że nie widać odcięcia cieni? Myślę, że te paletki będą idealne dla mojej mamy, która z makijażem oka trochę jest na bakier.

Dzisiejszym postem chcę Wam pokazać, że nie powinno się skreślać produktów, mimo że początkowo wydaje się nam, że się nie sprawdzą. Złapałam się na tym sama i teraz wiem, że nie będę się więcej negatywnie nastawiała przed testami. Miałyście takie kosmetyki, których się obawiałyście, a ostatecznie stały się Waszymi hitami?

Komentarze

komentarzy

  • oj tez czesto sobie mysle ze mi sie cos nie podoba, ale poprobuje i zaczynam sie dogadywac i juz sie lubie z produktami 🙂
    ciekawia mnie te pomadki 😀 niby bez sensu, ale ladnie wyglądaja 🙂